Ten świat postępuje we mnie chorobą jakąś.
Już dawniej to czułam teraz tylko pozostaje obserwacja kolejnych stadiów.
Oto przestaje wierzyć.
Gdybym teraz poprosiła cie o coś - to coś...czy to mogłoby mnie uratować? Co byś mi dał? Zdaje się że możemy już nigdy nie doczekać lata. W sensie NAM moze sie to nie udać. Boje się bo je z tobą lubiłam. Chciałabym żebyś zatańczył dla mnie jeden letni dzień. Ja nuce w środku elle i amstronga. Już są inni, ale nuce. Potem usunę z siebie wszystkie letnie dni i zapomnę. Wiesz ze mam Marsa w dwunastym domu? Pamięć teraz każe mi wykonywać kroki. Kroczę wiec tam. Tam. Ku niemu.
Widze cie teraz starego bardzo. Czas porozsypywał dziesiątki kresek na twojej twarzy. Pięknie to wygląda. Kiedy sie uśmiechasz kreski zmieniają kształty i otulają twoje oczy. Już dawno nie ma mnie z tobą. Już długo sie nie widzieliśmy.
W zasadzie powinnismy być konkretnie właśnie tym momentem.
-czas pozamieniał nam szyki. Byłeś w końcu w górach?
-nie, będę.
-co tam chcesz zobaczyc?
-siebie, ciebie? Zobaczę tam to co zastanę. Mam lęk wysokości. Boję się wspinaczek, skarp i porywistego wiatru wiania.
-chciałbyś ocalić się od zadrapań.
-TAK. Przyjdziesz?
-chce by sama, nie wiesz jeszcze jak tu jest.
-jak?
-chłodno.
-dlaczego?
-dużo martwego śniegu.
-martwego?
-tak.
-mam stopy w nim teraz. Jest jak bardzo cieniutki strop.
-kaszlesz?
-nie, ale coraz ciężej mi sie oddycha. Wkrótce zaniknie mi mowa. Mam dostać inny język.
-od kogo?
-nie wiem.
-umarłam?
-możliwe.
-zaczynam mieć dosyć kantat.
Niosłam ciężki bagaż na prawym ramieniu. Odpoczywam. Czuje jak ciężar rozgrzał moje ciało od środka. Czy mogłam nieść twoje ciało? Szukałam Cie w tych wszystkich niepewnych miejscach, których nie znam. Nie wiem gdzie sie modlisz, gdzie sie kochasz. Jesteś moja extaertorialną tajemnicą, ktorej nie potrafię znaleźć. Znasz kogoś takiego jeszcze? Czuje ze muszę na południe, ale to nic mi nie daje, to jakieś 'zaledwie'. Widze znowu starca, ale to nie ty. Ten ma białe włosy, trzyma w ręku papierosa obraca go, siada obok. Instynktownie szukam w nim wskazowek. Pali. nic. Co słyszę, co czuje? Gubię Cie. Jeszcze raz! Obszukuje wszystkie kieszenie, rozpinam zamki,
Macam... Niczego nie zostawiłeś.
Naprawdę?
O czym ja z tobą rozmawiałam?
Jakich ja wtedy używałam słów?
Nie potrafię sobie przypomnieć.
piątek, 25 lipca 2014
środa, 23 lipca 2014
uwaga.
Otwierasz drzwi.
Widzisz mnie przyjacielu.
Otwierasz je odrobinę.
Ale tam zawsze stoję ja przyjacielu.
Zamykasz je łagodnie i ochronnie.
Otwieram dla siebie te drzwi.
Bardziej niż dla Ciebie.
Budzę się kilka nocy pod rząd z Tobą przyjacielu.
Potem znikam na długo ale nigdy nie na zawsze.
Oczywiście Ty nigdy tego nie wiesz.
Zamykasz te drzwi przy okazji raniąc sobie palec.
Oczywiście ja tego nie wiem.
Domyślam się trochę.
Potykam się kilka razy o te pamięć.
Bo troszkę Cie kocham przyjacielu.
Siebie najbardziej, ale co z tego.
Tobie też się należy przyjacielu.
Bardzo, bardzo.
Chociaż już staram się tego nie robić.
Bo to głupie trochę.
'Israeli' z polskobrzmiącym nazwiskiem! no1!
work hard and hit the target!
czy w ogóle istnieje jakikolwiek target, podczas gdy na twoje miasto spadają bomby kalecząc rzeczywistość 50 metrów od twojego domu? Czy możesz znaleźć target w sztuce, przetoczyć przez niego odłamki rakiet, przez kilka godzin dziennie w sali treningowej… Czy w ogóle istnieje jakikolwiek sens robienia tzw. sztuki w szmerze wojny i tragicznego konfliktu, który rozdarł się w Izraelu podczas rezydencji Daphny Horenczyk? Nie ma jednoznacznych odpowiedzi, proces podąża swoim torem, ale hałas bomb jest tak dotkliwy, że nie da się go wyseparować i włożyć w osobne pudełko, które najchętniej widziane byłoby w zapomnianym pawlaczu kilkaset kroków od twojej głowy. Oczywiście możesz wszystko, możesz podkładać polityczny kontekst, manifestować… ale naprawdę czy ma to jakiekolwiek znaczenie..? Wracając do toru, podążasz nim, szukasz, przerywasz, walczysz z sobą, separujesz przestrzeń, praparujesz. Solo Daphny już podczas VI Maat Festivalu Lublin 2014! ‚Israel Now’. TLV! Jesteśmy z Wami!
a circle’s all the point
in a plane
who’s distance from
the central point’s
the same
and pie are squared x2
is the area inside
there.
DAPHNA HORENCZYK - DANCE.DOC TRAILER! VI MAAT FESTIVAL 'Israel Now' 2014 from Maat Project on Vimeo.
czy w ogóle istnieje jakikolwiek target, podczas gdy na twoje miasto spadają bomby kalecząc rzeczywistość 50 metrów od twojego domu? Czy możesz znaleźć target w sztuce, przetoczyć przez niego odłamki rakiet, przez kilka godzin dziennie w sali treningowej… Czy w ogóle istnieje jakikolwiek sens robienia tzw. sztuki w szmerze wojny i tragicznego konfliktu, który rozdarł się w Izraelu podczas rezydencji Daphny Horenczyk? Nie ma jednoznacznych odpowiedzi, proces podąża swoim torem, ale hałas bomb jest tak dotkliwy, że nie da się go wyseparować i włożyć w osobne pudełko, które najchętniej widziane byłoby w zapomnianym pawlaczu kilkaset kroków od twojej głowy. Oczywiście możesz wszystko, możesz podkładać polityczny kontekst, manifestować… ale naprawdę czy ma to jakiekolwiek znaczenie..? Wracając do toru, podążasz nim, szukasz, przerywasz, walczysz z sobą, separujesz przestrzeń, praparujesz. Solo Daphny już podczas VI Maat Festivalu Lublin 2014! ‚Israel Now’. TLV! Jesteśmy z Wami!
a circle’s all the point
in a plane
who’s distance from
the central point’s
the same
and pie are squared x2
is the area inside
there.
DAPHNA HORENCZYK - DANCE.DOC TRAILER! VI MAAT FESTIVAL 'Israel Now' 2014 from Maat Project on Vimeo.
wtorek, 14 stycznia 2014
dni w połowie stycznia.
niepostrzeżony wgląd w datę w prawym dolnym rogu komputera uświadomił mi całkowicie i dogłębnie cały gromadzący się we mnie smutek. trudno się nie poddać pewnym wrażeniom, gdyż życiowe konfiguracje ostatnich dni wydają się być absolutnie nie przypadkowe. i oto nadchodzą najzimniejsze dni w roku, bez dyktand temperatury, ich zamrożone cząsteczki wydają się być wiecznie żywe mimo hibernacji prądkują! nie umiem do końca rozczytać w sobie tego stanu, tak jak pewnie nigdy nie zaakceptuję tego, że straciliśmy przyjaciela. dzisiaj już kompletnie inna niż wtedy wlewam w siebie te dawkę pamięci, tej emocjonalnej pamięci która pojawia się samoistnie i najskuteczniej doprowadza mnie do bólu i tęsknoty - bo gorycz już sobie zweryfikowałam. i myślę o tych czasach i o kilku innych których własnie to dopada - bo wiem że tak jest. mimo, że ostatnio wszyscy się trochę rozstajemy i zmieniamy szyki to wierzę w nas i trzymam się was moi przyjaciele.
14.15.16. w te dni.
wtorek, 31 grudnia 2013
nagły dramat.
Zabrałeś mi Panie
Nowego Maka na Nowy Rok
strasząc chorobami
i przerzedzając więzi...
Nowego Maka na Nowy Rok
strasząc chorobami
i przerzedzając więzi...
wczoraj z tych między innymi powodów wyłam na podłodze rzucając gromy w poczuciu krzywdy ostatecznej. robiłam to wobec dwóch kotów, trzech kobiet i wszechmogącego kurwa kosmosu. Dzisiaj masuję ciało kawą jacobs kronung z cukrem ścierając stary naskórek by godnie z gładkim ciałem powitać Nowy ROK!
Oczywiście liczę też na sex i przyjaźń z innym ciałem gładkim i niebieskim, zachwycając się kształtem zapuszczonych ogrodów. W ubłoconej duszy z nabłyszczonym ciałem pragnę Cię stary sparciały roku połknąć i zgładzić w moich sprawnie działających jelitach.
BÓJ SIĘ SMARKACZU!!!
BÓJ SIĘ SMARKACZU!!!
wtorek, 24 grudnia 2013
oł hoł hoł
Napisz Pati ten tekst na stronę zanim mnie uśpią, jutro do 19.30 masz czas.. pisz pisz to jeszcze na stronie zamieszczę dziś i baner mi jeszcze zrób ten cały zestaw też (banerów). ja, że wszystko będzie dobrze, bo młodzi jesteśmy i potrafimy sobie powiedzieć, że się kochamy, a na Bartoszewicza był piękny czas przy Bachu. Koniecznie nie róbmy już z tym nic. Zostawmy siebie w tym stanie nieużycia i przebicia się przez wszystko co stanęło między nami podczas ostatniego trwania. Ktoś mi napisał przepiękny prezent mailem, ktoś znów dał mi ciało w proteście, ktoś miło dotykał mojego ciała i wąchał włosy, ktoś mówił że kocha, ktoś płakał, ktoś się śmiał, ktoś kazał przesłać wszystkie moje mp3 puszczane z telefonu, ktoś się zwierzał
i wył... wyłam i ja. teraz za dużo zjadłam za mało wypiłam i myślę, że jutro zrobię odwrotnie na wypadek dotykania brzucha w najbliższych dniach i killera snów ostatnich tygodni! LECZ najdroższy gruncie rzeczy jestem bardzo szczęśliwa, a Stefania objawiła się zaprzeszłą bułką tartą w misce z jej szafki kuchennej - przywitana łzami i ulgą.
We
so
łych
Świąt!
poniedziałek, 25 listopada 2013
Ostatnia Prosta
Pokoje 150 i 151 jak sama nazwa wskazuje są ‚sąsiadkami’. Nowe ściany wbudowane w stary klasztor przepuszczają szmery i hałasy, urywki rozmów telefonicznych, oraz głos polskiego lektora, który rozpasał się w wszystkich filmach online puszczanych w godzinach późno po-północnych. Koniec roku, zawód obarczony freelance’m, ryzykiem, wykończony ostatecznie znikającymi we mgle matactwa grantami - staje się gwarantem przemęczenia i chęci wyobcowania (można czytać odpoczynku). ‚Robię spektakl o przyjaciołach’ - pierwszego dnia oznajmił M.M. Przyjaźń bardzo daleko jest w stanie posunąć się swoim okrucieństwie i chyba ciężko wytoczyć wobec niej roszczenia. Tu pojawi się przyjaciółka sztuka. Spotkaliśmy się po raz ostatni w Lublinie z wnikliwą dyskrecją i czujnością. Późno się kładliśmy, późno wstawaliśmy. Proces pracy nad solo Mikołaja przebiegał w pokoju 150, proces pracy nad dokumentem w pokoju 151 bardzo linearnie i rzetelnie, z tak potrzebnym w tym właśnie momencie powietrzem. Mikołaj ochrzcił ten pobyt mianem uzdrowiska z czym trudno byłoby się nie zgodzić. Podczas naszej rezydencji trwały 17 MNSTT, skoncentrowaliśmy naszą uwagę na tych wydarzeniach, w rozmowach, spotkaniach i uczestnictwie. Allessandro Sciarroni - bardzo piękne spotkanie festiwalowe! Dzięki Lublin. Na nowo, jak zwykle. Zaskakuj w grudniu! Bądźcie z nami na V Maat Festivalu ‚Border Line’ - będzie wywrotowo.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



